Po zmroku słońce świeci jaśniej †1†
†1†
Hej, nazywam się Nicolas Wright i mieszkam w Filadelfii. Jeśli uważaliście na historii to wiecie, że bracia Wright są twórcami pierwszego sprawnego samolotu, ale ta informacja niema wiele wspólnego z moją historią. Pewnie chcielibyście ją poznać? Skoro chcecie, a ja wreszcie jestem w bezpiecznym miejscu to czemu by nie?
Pare miesięcy temu obchodziłem swoję piętnaste urodziny. Jak co roku rodzice byli w pracy, więc pierwszą osobą, która złożyła mi życzenia był mój przyjaciel - Bill. Kupił dla mnie nową MP3, więc jako dobry przyjaciel, podziękowania zacząłem od walnięcia go w łeb za to, że niepotrzebnie wydaje na mnie pieniądze. Mimo to cieszyłem się z tego prezentu jak dziecko, bo sam mogłem o takim zakupie pomarzyć co skutecznie przypominał mi wystrój mojego pokoju. Ledwo mieściło się tam biurko, a jeśli miałem niespokojny sen to waliłem w nie głową. Stała tu jeszcze szafka na książki i mały kosz na śmieci, a ciuchy wypływały z malutkiej szafy. Jedynym elementem, który nie wydawał się przygnębiający były ściany. Mieliśmy z rodzicami tradycję polegającą na corocznym przemalowywaniu ścian w całym domu. Wtedy mój pokój był zielony.
Pozwólcie, że przedstawie wam mojego przyjaciela. Bill Starn, bo tak się nazywał, umiał gadać bez końca i z każdym znaleźć wspólny temat. Nauczyciele uważali go za geniusza i był jednym z najpopularniejszych chłopaków w szkole, chociaż sam starał się unikać tłumów i twierdził, że ludzie go irytują. Nie do końca pamiętam jak taki wychudzony brunet jak ja i blondyn z bicepsami na bicepsach jak on, się zaprzyjaźnili, ale trzymamy się razem odkąd mieliśmy po osiem lat i nie zamierzam tego zmieniać.
Co do mojego wyglądu to nie ma się co rozpisywać. Mam 1,78m wzrostu, czarne, kręcone włosy, które lekko stoją. Nie wiem czy o tym wspomniałem, ale mam czarną skórę. Nie dosłownie oczywiście! Jestem afroamerykaninem jak to teraz ludzie mówią. Strasznie skomplikowane słowo, ale co poradzić? Raczej nie zmienia stosunku większości moich rówieśników do mnie.
Łatwo mnie też rozpoznać po naszyjniku który noszę. Z jakiegoś powodu rodzice nie lubią gdy o nim wspominam, ale zawsze mam go przy sobie. Naszyjnik składa się ze złotego łańcuszka i błyszczącego granatowego kamienia. Czasami mam wrażenie, że coś w nim widać, jakby gromadę ludzi, ale wszyscy upierają się przy tym, że nic tam nie ma. Uważają też, że nie błyszczy mimo, że wyraźnie to widać.
Mam nadzieję, że taki wstęp był wystarczający. Jeśli tak to zapraszam do histori właściwej.
Komentarze
Prześlij komentarz